„Ćwiczysz, ćwiczysz, a nic po Tobie nie widać!” – słyszę parę dni temu w klubie, na powitanie, od Marka, jednego z zaprzyjaźnionych Klubowiczów… Uśmieszek go zdradza, więc już wie, co jest na rzeczy, a ja w końcu też już luźniejszej koszulki nie założę.

„Albo jesteś w ciąży, albo tak >przybechałaś<?”  – tu też cytuję (dzięki Madzia), bo śmiałam się z owego „przybechania” dłuższą chwilę.

No tak… i sprawa się rypła!

Zgadza się – Potomek trzeci w drodze. Oficjalnie się chwalę i dziękuję za wszystkie miłe gesty, od tych z Was, którzy już wcześniej „zwęszyli” temat i gratulowali.

Chociaż w tytule piszę, że „zaszłam” i że „zaraz wracam” – to tak naprawdę, nigdzie się nie wybieram!

Kilka osób pytało mnie już, czy się nie boję trenować w moim stanie? Czy powinnam? I wiem, że to z troski – bo też coraz częściej spotykam się z przemiłą sytuacją, kiedy pomagacie składać mi sztangę po zajęciach (na których przez godzinę, właśnie ze sztangą, ćwiczę).

Dzisiaj dziękuję za tę troskę i odpowiadam: nie, nie boję się trenować będąc w ciąży.

Boje się nie trenować w moim stanie !

Widok ciężarnej instruktorki podczas zajęć typu Body&Mind, nawet nie zaskakuje. Ale na zajęciach ze sztangą ?! Serio ?

Gdyby mi ktoś powiedział parę lat temu, kiedy spodziewałam się pierwszego dziecka, że w ciąży można i nawet trzeba ćwiczyć, to bardzo ostrożnie i szerokim łukiem bym tę osobę ominęła. Gdybym jednak, kolejno, spotkała na swojej drodze osobę, która pokazałaby mi konsekwencje ciąży, porodu, nocnego wstawania do karmienia (przy wzięciu pod uwagę założenia, że nie tylko dziecko je) dla ciała i ducha, to…

…to pewnie nie pisałabym dzisiaj tego tekstu!

Pierwsza ciąża. 11 tydzień – leże na L4. “Nic nie wolno Ci robić! Leż, odpoczywaj, dobrze się odżywiaj!”  No właściwie fajnie. Mam przynajmniej trochę czasu, poczytam. Najlepiej wchodziły wtedy książki o wychowaniu dzieci. Jak tam ładnie wszystko piszą i tłumaczą! Wszystko się sprawdza, tak mniej więcej do 5-6 miesiąca, jak młody człowiek właściwie śpi i je. I jak nie ma jeszcze rodzeństwa🤪

Po dwóch latach BĘC! Mamy i braciszka! No cudnie – miłości razy dwa, sielanka: spacery, obiadki, przytulaski. I tylko książkowe wersje wychowania trochę w łeb dostały. I mnie też jakby dwa razy więcej…

Od tego się zaczęło. Wszystko. Od NICNIEROBIENIA i korzystania z ciążowych przywilejów: LEŻ, ŚPIJ, ODPOCZNIJ, JEDZ ZA DWOJE, ŚPIJ, ODPOCZNIJ…i fajnie. Prawie fajnie. Dziecko się rodzi, a „jedzenie za dwoje” zostaje.

Dzisiaj już wiem:

Śpij –tyle ile trzeba, nie tyle ile możesz.

Jedz – dla dwojga, a nie za dwoje.

 Odpocznij – jeśli czujesz się zmęczona. A jeśli czujesz, że masz energię, że możesz – to działaj!

Pomyślisz : „ Nie >filozuj< kobieto- to moja pierwsza ciąża, muszę być ostrożna ” . A ja Ci powiem: Nie bój się! Też kiedyś się bałam – i rozumiem Cię na 100%!  Zdrowie, życie i rozwój maleńkiego Cudu to dla matki najważniejszy aspekt! Ale ciąża, jeśli tylko przebiega prawidłowo, nie jest przeciwwskazaniem do aktywności! A ta wyjdzie tylko na dobre – obojgu!

 To pierwszy z serii – może trochę dla matek, ale wierzę, że nie tylko- wpis o ciąży, treningu i życiu >trenerki na wychowawczym<, które dzielę z pracą dla Was. I muszę przyznać – lubię to połączenie !

Dziękuję, że czytasz. W dobie “oglądactwa” to dla mnie niezwykle cenne. Jeśli Ci się podoba, daj znać- zostaw komenta i podaj dalej!

Jeśli chcesz poznać mój plan na aktywną ciążę i nie tylko – zaglądaj tu  częściej.

Do miłego-aktywnego!

Ewelina

Będziesz na bieżąco klikając Lubię to! tutaj.